niedziela, 26 maja 2013

Sixteen

Caitlin's POV


Położyłam się na grudkowatym i niewygodnym łóżku i próbowałam powstrzymać szloch, któremu bardzo chciały towarzyszyć gorące łzy, które i tak już spływały po moich policzkach.
On przeszedł przez tyle tortur, a ja nie byłam pewna co do moich uczuć do niego.
Oczywiście, że byłam szczęśliwa, że tu był. I fakt, że ryzykował życiem, aby być przy mnie jeszcze bardziej ocieplał moje serce. 
Ale, nasze spotkanie nie było takie, jak ja sobie je wyobrażałam.
Ja wyobrażałam to sobie tak:
W minucie kiedy po raz pierwszy go zobaczyłam, chciałam utonąć w jego ramionach i zostać w nich na zawszę. 
Ale, zamiast tego w mojej głowie krążyły myśli jak bardzo mnie zranił, mimo, że przeprosił.
Ja po prostu się pomyliłam.
Usłyszałam ciche dźwięki, szczękającego metalu. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina wysuwającego się spod pryczy.
- Ała - powiedział uderzając głową.
Otworzyłam usta, aby zapytać się go czy wszystko w porządku, ale zamiast tego mimowolnie powąchałam czegoś. Szybko próbowałam zetrzeć łzy które wdarły się w dół mojej twarzy, kiedy on podszedł do mnie.
- Co się stało? - spytał mnie, trzymając się za głowę.
Położyłam dłoń, na jego dłoni - Wszystko w porządku? - zapytałam, zamiast odpowiedzieć na jego pytanie.
- Tak, wszystko w porządku - powiedział delikatnie ścierając moją łzę kciukiem.
Justin przyciągnął mnie w swoje ramiona, a ja w przypływie emocji powiedziałam - Boję się - przyznałam.
- Wyciągnę nas stąd Caity, obiecuję - powiedział i pocałował czubek mojej głowy - Obiecuję. - powtórzył.
- Jak? - szepnęłam i wtuliłam się do niego bliżej.
Justin lekko odsunął się, sięgnął do kieszeni i wyjął z niej kieszonkowy szwajcarski scyzoryk.
- Skąd to masz? - spytałam go.
- Miałem go w kieszeni, przez cały czas. Zapomniałem już, próbowałem znaleźć coś innego, ale patrz. Mamy śrubokręt. - powiedział - Tak, mam zamiar rozebrać nim łóżeczko.To powinno być łatwe.
Czułam, że moje brwi zmarszczyły się razem okazując, że to był błąd. - Tylko jak zamierzasz zdemontować swoje miejsce do spania? Pomóc coś?
- Pokażę ci - powiedział i ukląkł przed moim łóżeczkiem. - Widzisz? - spytał wskazując na strukturę - Po pierwsze. Są metalowe, co sprawia, że są wytrzymałe. Po drugie, trzeba je odkręcić, bo mają poszarpane krawędzie. - przesunął po nich palcami.
- Dlatego, kiedy uderzę Seth nim, będzie to powodować znaczniejsze szkody. Przynajmniej to zapewni nam wystarczająco dużo czasu dla nas, albo dostaniemy w swoje ręce inne bronie, lub pole do ucieczki. Kiedy przyjdzie czas czas, powiem ci dokładnie, co masz robić.
- Inteligentne - skomentowałam.
Justin promieniował dumą.
- Wiem.
- Tylko jedyną rzeczą jest --
- Co? - przerwał mi.
- Jak masz zamiar utrzymać Setha, od dowiedzenia się co robisz? - spytała.
- Cóż, po prostu będziemy musieli zaryzykować na jednym.
_____________________________________________________________________________________________________________________


W końcu poczułam się jak dziesięciolatka. Justin wziął się za swoje łóżeczko, usłyszeliśmy dźwięk odjazdu przyjaciela Seth'a.
Moje serce waliło mi w piersi, Justin prawdopodobnie podobnie po raz setny wyjaśnił mi plan.
- Nie mogę tego zrobić - powiedziałam starając się zwolnić moje szybkie bicie serca.
- Spójrz na mnie - powiedział.
Powoli podniosłam moje czekoladowo-mleczne oczy.
- Jesteś jedną z najsilniejszych osób jakie znam, Caitlin. Mamy to! - powiedział i przytrzymał mnie w ciasnym uścisku.
- Mamy? - powtórzyłam z uśmiechem na ustach - Lubię jak to brzmi.
- Ja też - wyszeptał, patrząc prosto w moje oczy. Uczucie ciepło wypełniało mnie, od czubka głowy do czubka palca.
Justin pocałował mnie w policzek - Zróbmy to.
Oboje wzięliśmy głębokie, kiedy podeszłam do zamkniętych drzwi pokoju i uderzyłam w nie najsilniej i najgłośniej,  jak tylko mogłam.
- Co do chuja?! - niewyraźny głos Seth'a krzyknął.
Kontynuowałam, aby zrobić jak najwięcej hałasu, podczas gdy Justin orzekł jeden z najbardziej metalowych prętów mocno w ręku.
- Hej! - krzyknął Seth - Nie każcie mi tam iść.
Spojrzałam na Justina, a on skinął do mnie, abym kontynuowała walenie w drzwi.
W ciągu sekundy usłyszałam nierówne odgłosy kroków Seth'a. 
Był oczywiście zmarnowany. 
Zazwyczaj byłabym przerażona, ale pewność spojrzenia na twarzy Justina ustawiło mnie swobodnie.
Drzwi otworzyły się, tak jak planowaliśmy. Seth stał bezbronnie.
Justin skoczył do działania i walnął Setha w twarz metalowym prętem. 
Seth był zaskoczony i natychmiast padł na ziemię.
Próbował wstać, ale Justin uderzył go ponownie, trzymając w dłoniach ostry koniec paska przy szyi Setha.
Seth spojrzał na niego w szoku.
- Gdzie jest broń? - zażądał Justin.
Seth otworzył usta, żeby zaprotestować, ale Justin przycisnął metalowe zęby do jego szyi. 
Tak, że przebił kawałek skóry, kropelka krwi wylądowała na jego piersi.
- Nie mogę oddychać - dyszał Seth, próbował zsunąć pręt z gardła, ale Justin stanął piętami na jego dłoniach, tak, że nie mógł się ruszyć.
- Dobrze - warknął Justin - A teraz powiedz mi, gdzie jest ta cholerna broń. Teraz!
- K-k-k- kuchnia. To kabina na prawo - Seth za jąkał się. Po raz pierwszy widziałam strach w jego oczach - Chyba nie zamierzasz mnie zabić. Zamierzasz?
- Dlaczego nie miałbym tego zrobić? - spytał.
- T- to jest nieprzyzwoite - Seth zakrztusił się.
- Przyzwoite? Przyzwoite? - Justin ryknął. - A ty myślisz, że przyzwoite jest używanie kobiet, jako zabawki erotyczne, albo worek treningowy? Huh?
- Ale ona zasłu-- Justin wbił mocniej zęby w jego ciało.
Odwróciłam się, nie chcąc patrzeć na ten horror.
- Zamknij się! - powiedział do Setha - Im więcej mówisz, tym bardziej chcę wysadzić cię na milion kawałków! - splunął - Caitlin, idź po broń. -  mówił, nie odrywając wzroku od Setha - Upewnij się, że nie zostawisz na nim odcisków palców. 
- Dlaczego? - zapytałam. Ostry ton Justina i jego plan działania przerażało mnie.
- Po prostu zrób to, Caitlin - powiedział. Jego głos nieco złagodniał, ale ton jego głos nadal pozostawał stanowczy.
Wędrowałam przez ładny, z góry klasyczny dom, aż znalazłam kuchnię.
 Okazało się, że broń leżała dokładnie tam, gdzie powiedział Seth.
Znalazłam ręcznik i zastosowałam go jako rękawica, kiedy podnosiłam śmiercionośną broń.
Moje całe ciało, trzęsło się kiedy niosłam ją do Justina.
Wziął go ode mnie. Miałam nadzieję, że nie dotknął metalu.
Ustawił pistolet na Seth'a, który teraz drżał.
- Gdzie schowałeś nasze telefony? - dopytywał się Justin.
- W- w salonie, na stoliku do kawy
- Caitlin - Justin odwrócił się w moją stronę - Chcę, abyś wzięła telefon i wyszła na zewnątrz. Zamknij za sobą drzwi i wezwij pomoc, dobrze?
Jego słowa były delikatne, ale coś w jego oczach przyprawiało mnie o dreszcz na plecach.
- Justin -- powiedziałam, ale przerwał mi.
- Będzie dobrze, Caity - powiedział - Tylko zrób co mówię.
Zawahałam się przez chwilę, ale w końcu zaczęłam kuśtykać z dala od nich. 
Spojrzałam przez swoje ramię, aby zobaczyć, że Justin obserwuję mnie.
Przegryzłam wargę. - Proszę nie rób nic, czego później będziesz żałował - wyszeptałam.
Pokiwał głową, ale nie byłam pewna, czy wyłapał sens moich słów czy też nie.
Aż tak bardzo pragnął śmierci Setha, nie chcę, aby Justin spędził resztę życia wiedząc, że odebrał komuś życie.
Zauważyłam, że mój telefon leży na widoku. Czyli stoliku. Zabrałam go.
Wykuśtykałam poza drzwi i pozwoliłam im zamknąć je za mną.
Odwróciłam się, aby na telefonie znaleźć numer Adama. Nacisnęłam przycisk wybierania i słucham dźwięku połączenia.
- Hej? - Adam spytał - Caitlin, to ty?
Już miałam odpowiedź, kiedy usłyszałam dźwięk wystrzału.
_________________________________________________________________________________________________________________________
Omg, rozdział zaczepisty co nie? Ciekawe co się stało :P Z tą niepewnością muszę was zostawić, a teraz lecę tłumaczyć trzeci rozdział "Sold" :) Kontakt ze mną już znacie, więc wiecie co i jak.. Kocham Was i dziękuję pewnej osobie, która z anonima napisała mi, że tyle dla Was robię, chociaż to jest tak na prawdę nic.
DZIĘKUJĘ WAM! X

piątek, 24 maja 2013

Fifteen.

Justin's POV


Jęknąłem. Czując, że moje ciało odzyskiwało przytomność. Otworzyłem oczy i zdałem sobie sprawę, że byłem w pokoju czarnym jak smoła. 
Spojrzałem prosto, ale natychmiast zacząłem krzywić się z ostrego bólu, zostałem oszukany, przez własne ciało. 
Nagle przypomniałem sobie, że Seth uderzył mnie czymś w tył głowy. Czymś srebrnym.
- Gdzie jestem? - pomyślałem głośno.
Słuchałem uważnie dźwięki głosów. Starałem się skupić na tym co mówią, ale to było nie do zrozumienia.
Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu w którym się znajdowałem. Szybko zdałem sobie sprawę, że pokój był praktycznie pusty. 
Z wyjątkiem łóżka i jeszcze jednego łóżka, które znajdowało się po drugiej stronie pokoju.
W pokoju było również... To znaczy tak mi się wydaję, że była tam mała lampka, która znajdowała się obok drugiego łóżka.
Nagle usłyszałem TE głosy bliżej.

- Nie mogę uwierzyć, że na prawdę myślałeś, że mógłby dostać ode mnie. 
- zarechotał gburowaty głos Seth'a.
Usłyszałem ciche biadolenie, ale nie mogłem zrozumieć, co to było.
- Co mówiłeś? Coś o mnie? - dosłownie słyszałem, jak Seth kogoś spoliczkował - Będziesz musiał mi za to słono zapłacić... - zaczął, ale przerwał mu głos, który wołał jego imię.
Usłyszałem skrzypnięcie otwieranych drzwi i w tej samym czasie, do pomieszczenia wpadło światło.
- Zajmę się tobą później, suko - splunął i pchnął drobną figurę kobiety do pokoju - Może trochę czasu z tym panem sprawi, że będziesz w lepszym nastroju - ponownie ją pchnął ją z siłą, która spowodowała, że kobieta się przewróciła. 
Zaśmiał się, zamykając przy tym drzwi.
Widziałem jak wspinała się do łóżka i podeszła do małego rysunku.
- Caitlin? - szepnąłem cicho. Połowa mnie miała nadzieję, że to nie ona. Ale, nie chciało mi się wierzyć, że Seth byłby, aż takim sukinsynem i miałby drugą. Druga połowa mnie, miała nadzieję, że to ona. 
Bo wtedy mogłem uważać na nią.
Powoli uniosła swoją twarz do góry. Spojrzała na mnie w szoku, nie wiedziała co powiedzieć.
- Justin? - jęknęła.
Powoli skinąłem głową, czułem jak łzy napływały mi do oczu. 
Starałem się przełknąć je z powrotem. 
Płakanie nie było męskie.
- Oh, kochanie - przyciągnąłem ją do siebie w ciasnym uścisku, a ona zaczęła szlochać.
Tak dobrze było poczuć jej ciepłe ciało, na przeciwko mojego, kiedy trzymałem ją w ramionach, nigdy nie chciałem pozwolić jej odejść. - Co on Ci zrobił?
Nie odpowiedziała na moje pytanie.
- Tutaj jest na prawdę ciemno - powiedziała, po czym powoli odsunęła się. Powoli sięgałem po pokoju, aż znalazłem lampę, którą zauważyłem wcześniej.
Odwróciła ją i jasne światło wypełniło pomieszczenie. 
Oczywiście, nie było na tyle silne, abym mógł doskonale ją zobaczyć, ale mimo wszystko i tak było to dla mnie za mało. 
Może i światło było beznadziejne, ale szybko zauważyłem jej niebieskie i czarne sińce i czerwony znak uderzenia, z boku jej twarzy.
Przegryzła wargę i wsunęła kosmyk włosów za ucho. 
Zadrżała lekko, ostrożnie przeniosłem się w jej stronę ponownie.
- Zimno ci? - spytałem, wyciągając swoją kurtkę i nanosząc na jej ramię.
- A co z tobą? - zapytała nieśmiało.
- Wszystko w porządku - skłamałem. Było mi cholernie zimno. Czułem się jak na Antarktyce, ale ja nie dbałem o siebie, tylko o nią. 
I nie zamierzam przechodzić tego ponownie.
- Co ty tu robisz? - spytała. Zauważyłam, że była strasznie obolała. 
Kiedy zaczęła zmagać się, by usiąść na niskim łóżku.
Wzruszyłem ramionami siedząc obok niej.
- Ja nie wiem.
- Nie kłam, Justin - powiedziała - Jesteś tu z powodu mnie, prawda?
Niechętnie skinąłem głową.
- Tak. Martwiłem się o ciebie i wydawało mi się, że nikt nic nie robi. Więc po prostu przyszedłem po ciebie - powiedziałem.
Caitlin spojrzała na mnie.
- To było głupie - w końcu się odezwała.
Straciłem czucie (?) i pozwoliłem, aby ból przeszył całe moje ciało.
- To znaczy, ja to doceniam, ale Seth - urwała na chwileczkę - On nie ma nikogo do zabawy. Zawsze dostaję to, czego chcę. Nawet jeżeli nie chcę mu tego dać - łzy napłynęły jej do oczu, ale szybko nimi zamrugała - Nie powinieneś iść za mną, Justin. Nie można uciec od Seth'a. Uwierz mi, próbowałam.
- To jest właśnie to, dlaczego nie przyjdą po ciebie, Caity - przysunąłem się do niej bliżej - I to, że pozwoliłem cię skrzywdzić raz, nie oznacza, że pozwolę na to ponownie. - wyciągnąłem rękę i delikatnie pogłaskałem ją po policzku, ale ona odwróciła się.
- Justin-- - urwała w połowie zdania, kiedy ponownie podniosła wzrok na pokój w którym się znajdowaliśmy.
- Proszę - wyszeptałem delikatnie unosząc jej podbródek - Pozwól mi się chronić, pozwól mi, kochanie.
Pokręciła głową.
- Justin - zawahała się - Ty mnie skrzywdziłeś. Nie było cię, kiedy najbardziej cię potrzebowałam, chciałam, abyś przy mnie był, ale cię nie było.
- Nie sądziłem, że chcesz, abym był - powiedziałem - Kiedy mówiłem, że odchodzę, nie chciałem, abyś płakała.
- Oczywiście, że nie. A przy najmniej nie przed Tobą! Nie chciałam zatrzymywać cię przed twoimi marzeniami! - wykrzyknęła - Ale w środku umierałam. Miałam nadzieję, że powiesz, że dalej będziemy mogli być w związku, ale na odległość, ale zamiast tego powiedziałeś coś zupełnie odwrotnego. 
- Nie chcę zabrzmieć egoistycznie, ale - powiedziałem - Myślałem, że będziesz mnie błagała, abym został czy coś. Ale, nie zrobiłaś tego. Myślałem, że mnie nie kochasz. Pomyślałem. Nie myśląc o naszym związku.
Pokręciła głową.
- Nie Justin, nie. To nie był psychiczny koniec, to był fizyczny koniec. Dla mnie. Dla ciebie. I następnie--
Nie czekając na to, aż dokończy zdanie, zacząłem przysuwać ją do siebie, delikatnie się do niej skłaniając.
Moje serce waliło jak młotem, czułem iskry. 
Brakowało mi tego. 
Od dawna tego pragnąłem.
Usłyszałem zgrzytanie otwieranych drzwi. Natychmiast mięśnie Caitlin napięły się ze strachu. 
Seth spojrzał na nas.
Trzymał szklanką butelkę piwa, w obu dłoniach.
Mimowolnie przyciągnąłem ją bliżej siebie.
- Co się do cholery dzieję? - warknął.
Caitlin przełknęła ślinę.
- Było mi zimno. I Justin, ah, uh, właśnie rozgrzewał mnie. - wyjąkała gdy to mówiła.
Seth spojrzał na nią przez chwilę. - Czy ty na prawdę spodziewałaś się tego po mnie? Że w to uwierzę?! - wrzasnął - Kiedy wreszcie się nauczysz, żeby nie kłamać, Cate? Hmm? Przeżyliśmy to milion razy, ale ciągle tego nie załapałaś.
- Ja nie kłamię.
Seth rzucił butelkę wprost przed nami. 
Roztrzaskała się na milion kawałeczków.
- Zobacz co sprawiło, że tak się stało! - wrzasnął - Masz mnie za cholernego idiotę?! Rzuciłem moją butelką. Podnieś ją - rozkazał.
Caitlin i ja patrzyliśmy na niego w bezruchu.
- Powiedziałem. Podnieś to! - wrzasnął upuszczając kolejną butelkę, która znajdowała się w jego prawej dłoni.
Czułem wstrząsające ciało Caitlin w moich ramionach.
 Kiedy zaczęła się schylać, trzymałem ją jak wierny.
I nie zamierzałem pozwolić, na zadawanie jej bólu. 
Nie ma racji.
Do tego co powiedział.
- Spróbujmy jeszcze raz - Seth wypowiadał niewyraźnie słowa. Wyciągnął pistolet i trzymał go przed twarzą Caitlin - Podnieś. To.
Caitlin powoli zsunęła się na podłogę i zaczęła zbierać odłamki szkła.
Chciałem jej pomóc, ale Seth zatrzymał mnie.
- Nie powiedziałem, że masz coś robić. Idź tam.
Wskazał na prycz, po drugiej stronie pokoju.
Zawahałem się, ale Caitlin bezgłośnie błagała mnie, abym go słuchał.
Gdy już dotarłem do "łóżeczka" zacząłem rozglądać się za jakąś bronią, ale oczywiście jej tam nie było.
- Pośpiesz się, suko. Nie mam całego dnia.
Seth krzyknął i podniósł rękę na Caitlin, jakby miał zamiar ją uderzyć.
- Nie waż się jej skrzywdzić!
Seth zwrócił broń w moją stronę.
- Zrobię wszystko, co do diabła chcę zrobić! - powiedział i kopnął ją. - I to obejmuję to, że cię zastrzelę.
Caitlin opadła na ziemię z bólu.
- Mówię poważnie - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- I ja też - wypalił. Pochylił się i chwycił Caitlin za włosy, uderzając nią o ścianę.
Zaś pistolet nadal miał skierowany w moją stronę.
- Jestem pod kontrolą tutaj. Cate miała się nauczyć, że to trudna droga, prawda kochanie? - spytał.
Przegryzła wargę a łzy zaczęły spływać po jej policzkach.
- Tak - odpowiedział za nią - Teraz możesz być jak Cate, możesz dowiedzieć się jak ciężko jest być grzecznym chłopcem. 
Więc po prostu słuchaj. Jak będzie?
Chciałem rozładować na nim swoją złość, ale spojrzenie Caity pisało w jej oczach, że zmusiłem się usiąść na kanapie.
Seth odwrócił się do Caitlin z szelmowskim uśmiech - Miałaś rację, że jest mądry.
Złożył silny pocałunek na jej ustach, pchając ją na kanapę.
- Teraz będziemy zachowywać się tak: Będziemy trzymać się za ręce, składać pocałunki na swoich ustach, chyba, że powiem inaczej, prawda? - spytał nas obu.
Caitlin skinęła głową, ale ja po prostu spojrzałem na niego.
- Prawidłowo? - powtórzył kiedy kierował się w moją stronę, przyciskając broń do mojego czoła.
- Prawidłowo - mruknąłem.
- Dobrze - uśmiechnął się złośliwie.
Patrzyłem jak wychodził z pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi.
Nie byłem pewien w jaki sposób, ale zabiję Seth'a Mclntosha i to był fakt.
__________________________________________________________________________________________________________________________
Nie dodawałam wczoraj rozdziału, z przyczyn i ZAWIESILI MI TWITTERA i nie wiedziałam jak mam informować, Vivi mi dzisiaj go odwiesiła i już wszystko działa cacy-stuk-styk. A i chcę was poinformować, że będę tłumaczyła "Sold" :)
A Seth to bydlak. 
DOBRANOC.

środa, 22 maja 2013

Fourteen

Justin's POV


Czułem kolejne surowy ruchy Seth'a po swojej stronie. Przełknąłem ślinę, kiedy zebrałem ostatki sił, aby przeciągnąć się w kierunku srebrnego słupa.
Mój plan był taki, aby walnąć Seth'a w głowę, aż do jego pieprzonej śmierci. Ale, w rzeczywistości mój plan był tylko w głowie, bo Seth chwycił za słup, zanim za niego złapałem.
- Niezła próba, Biebs. - parsknął przed uderzeniem mnie w tył głowy. 
Dosłownie przeszły mi gwiazdy przed oczami, zanim straciłem przytomność.
__________________________________________________________________________________________________________________________


Caitlin's POV


Siedziałam na twardym krześle, w pustym pomieszczeniu zwykłego komisariatu policyjnego. Poruszyłam się lekko, czując, że serce podskakuję do mojej klatki piersiowej.
Byłam przerażona.
Poczułam czyjąś ciepłą dłoń, którą ktoś położył na mnie. Moje oczy powędrowały wzdłuż tej dłoni, mój wzrok przeszywał jego umięśnione ramie, klatkę piersiową, aż doszły do jego ciepłych oczu. Jego wzrok spoczął na mnie.
- Jesteś pewien, że on się nie dowie? - spytał z niepokojem.
- Jestem pewien - odpowiedział, delikatnie chowając mój kosmyk włosów za ucho.
Głęboko wciągnęłam oddech.
- Adam, ja nie jestem pewna, czy mogę to zrobić.
Kiedy mówiłam oczy miałam pełne łez.
- Będę tu- zapewnił mnie, łapiąc za moją dłoń, ścisnął ją- Nigdzie się nie wybieram - delikatnie starł łzę, która spłynęła po moim oku.
Przełknęłam ślinę, kiedy zobaczyłam oficera.
Był to wysoki mężczyzna, nawet powiedziałabym ogromny. Miał plamy od kawy na swojej białej, haftowanej koszuli. Dosłownie mogłyby go sparzyć. 
- Jestem oficer Granger, a pani to zapewne Panna Beadles, jak sądzę?- przeszył mnie jego szorstki głos.
Skinęłam potulnie "tonąc" w swoim fotelu. 
Oficer Granger nabazgrał kilka notatek w swoim folderze - "A ty jesteś tutaj, aby złożyć oświadczenie dotyczące domniemanego ataku, przez Setha Mclntosh'a wykonanego przeciwko tobie?
Znowu skinęłam głową czując jak moje gardło staję się suche.
Adam przetarł mi cicho plecy.
- Kim jesteś? - spytał oficer Adama, sceptycznym głosem.

- Adam Mclntosh. Jestem tu jako- zatrzymał się na chwilę, spojrzał na mnie słodko. - Przyjaciel i wsparcie dla Caitlin.
- Nie jestem pewien czy możesz--
- Pani w recepcji, powiedziała, że w porządku. Mogę być tak długo, dopóki nie będę przeszkadzał.
- Przypuszczam, że to w porządku, tylko uważam, że lepiej nie ingerować - oficer Granger odchrząknął siadając na fotelu z "pluskiem". Po prostu wiesz, że  to zeznanie będzie rejestrowana i może zostać wykorzystana w sądzie, rozumiesz, prawda? - spytał kładąc nagrywarkę na stole.
Znowu pokręcił bezradnie głową.
- Czy przysięgasz mówić prawdę i tylko prawdę i nic więcej. Samą prawdę, tak jak dopomógł ci Bóg? - spytał.
Zaczęłam kiwać głową, ale zatrzymał mnie.
- Miałaś powiedzieć "tak".
- Tak- powiedziałam.
- Dobrze - westchnął - Zacznijmy toczyć tę piłkę. - mruknął.
- Więc, twierdzisz, że Pan Seth Mclntosh maltretował cię fizycznie, seksualnie oraz zostałaś przez niego porwana, prawda?
- Tak - odpowiedziałam cicho.
- Czy możesz rozwinąć co masz na myśli, mówiąc, że maltretował cię fizycznie?
- Um, on uderzył mnie - przegryzłam wargę.
- Rozwiń - powtórzył.
- Um, uh, dobrze, on kopnął mnie, uderzył, szarpał moje włosy, pakował na mnie - odpowiedziałam, czując jak łzy napływają mi do oczu.
- Czy mogłabyś przykładowo powiedzieć, kiedy to się stało? Podobnie jak ostatnim razem?
- J- ja na prawdę nie pamiętam, co się działo ostatnio.
- Co masz na myśli? - spytał sceptycznie.
- Cóż, kiedy przyszedł do mnie, ja na prawdę nie pamiętałam co się stało, nie wiem czy to ja uderzyłam się w głowę, czy co, ale nie pamiętam.
-Uh-huh - wpisał to w swoim folderze. - Co było po raz pierwszy? Pamiętasz to? - spytał.
- Tak - skinęłam głową - To było po szkole. Seth widział mnie kiedy rozmawiałam z moim partnerem z laboratorium. Zaczął mnie o niego wypytywać. Powiedziałam mu, że to nie było nic wielkiego i że on był tylko przyjacielem. Ale, Seth nie uwierzył mi. Wściekł się i zaczął mną potrząsać. Myśląc, że kłamię. Kiedy powiedziałam mu, że nie jestem... - starałam się zachować spokój, zaczęłam ponownie - Rzucił mną, na tle ceglanego muru.
- Miałaś siniaki?
Przytaknęłam.
- Okej. A co powiesz o przemocy seksualnej? - spytał.
- C- co chcesz wiedzieć?
Wyjąkałam. Z tego wszystkiego co miałam powiedzieć, to to, że Seth zgwałcił mnie. Ten temat był dla mnie zdecydowanie najtrudniejszym.
- Podobnie jak w przypadku przemocy fizycznej, podaj przykład.
Przełknęłam powietrze - On, uh.. To on.. To on zmusił mnie.. - łzy spływały mi po twarzy, kiedy wyjąkałam słowa.
- Panno Beadles, będzie mi pani potrzebna, potrzebuję więcej szczegółów niż to - officer Granger prychnął.
- Co więcej może powiedzieć? - wypalił Adam. - Powiedziała ci wszystko, zmusiła się do tego. Wszyscy wiemy, co to znaczy! Co jest potrzebne? Gra przez grę.
- Panie Mclntosh, nie możesz przeszkadzać w mojej pracy! Rozumiesz? - spytał.
Adam spojrzał na starca.
- Ja nie przeszkadzam. Chcę tylko wiedzieć, dlaczego jesteś intecyjny w sprawie torturowania biednej dziewczyny. Wystarczy, że już musi żyć przez te doświadczenia. A teraz, zostaję zmuszana, aby opowiedzieć ci to. W jaki sposób pomaga to komukolwiek?
- Musimy mieć jej oświadczenie. Dla sądu. To takie proste.
- J- jest okej, Adam - powiedziałam słabo.
- Jesteś pewna? - spytał spoglądając mi w oczy- Nie musisz tego robić, jeżeli nie jesteś gotowa. Wiesz, prawda?
Przegryzłam wargę. Chciałam zdobyć takie przyzwyczajenie do Setha, który już dawno zapomniał co chcę robić i jak chcę robić.
- Spójrz - rzucił oficer Granger - Nie mam całego dnia.
- Cóż, powinieneś - Adam spojrzał na niego krzywo.
Funkcjonariusz wywrócił oczami.
- Wiesz co, może nie jestem w świetle prawnym urzędnikiem, ale dlaczego nie możecie wrócić i opowiedzieć "historię" później?
Palcami ustawił uszy w króliczym kształcie. Wyglądał, prawie tak, jakby mi nie wierzył.
Patrzyłam jak odchodził i schowałam swoją twarz w dłoniach, zaczęłam szlochać.
- Nie uwierzą mi, to nie ma sensu!
- Nie, nie, to nie prawda - powiedział Adam przyciągając mnie do swojej klatki piersiowej i unieruchamiając w uścisku- Ten facet był po prostu kretynem - próbował uspokoić mnie. Delikatnie pocierając moje plecy.
- Ja po prostu chcę stąd wyjść - pociągnęłam nosem.
- Dobrze, chodźmy.

____________________________________________________________________________________________________________________________


Siedziałam na miejscu pasażera czarnej 2000 Toyoty Camry, która należała do Adama. Jechał przez centrum miasteczka.
- Chcesz iść na lody? - zapytał mnie- Wierz mi lub nie, ale mają na prawdę dobre wiśniowe, albo niebieskie truskawki, są na stacji benzynowej, tej na obrzeżach miasta.
- To brzmi dla mnie dobrze - uśmiechnęłam się - Dziękuję.
Pozwoliłam sobie siedzieć wygodnie w siedzeniu, pozwoliłam również sobie traktować facetowi jak księżniczka.
Nie pamiętałam, kiedy ostatni raz to robiłam.
- Więc?- powiedział Adam- Chcesz zagrać w wywiad?
- Oczywiście - wzruszyłam ramionami - Ale, na czym to polega?
- To jest, mój nauczyciel w szkółce niedzielnej zawsze lubił w nią grać na początku każdego roku. Piszemy pytania na kartce, a później zadajemy sobie pytania, abyśmy mogli dowiedzieć o siebie więcej. Na wzajem.
- Okej, super - skinęłam głową.
- Mogę zadać ci pytanie jako pierwszy? -spytał Adam.
- Możesz - powiedziałam.
- Jaki jest twój ulubiony kolor? - spytał.
- Różowy - uśmiechnęłam się- A twój?
- Niebieski.
- Okej, um. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?- zapytałam.
- Man in the Mirror - Michael'a Jackson'a. A twoja?
- Prawdopodobnie We are the world.
- Nie podoba ci się nowa wersja?
- Nie, nie. Ale w starej jest tyle legend.
- Prawda, prawda. - Czego pragniesz, kiedy dorośniesz?
Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem. Zmieniam zdanie codziennie. Nie umiem się zdecydować. A ty?
- Chcę być doradcą w szkole.
Uśmiechnęłam się. To do niego pasuję. Miał pewnego rodzaju zdolną osobowość i na pewno wiedział, jak pomóc ludziom w potrzebie.

Kontynuowaliśmy zadawanie sobie losowych pytań. Aż dotarliśmy na stację benzynową.
Od razu czarny Range Rover wpadł mi w oko. Zaczęłam rozglądać się za tym, kto był kierowcą, ale nikogo nie widziałam.

- Adam - powiedziałam- Spójrz. Nikogo nie ma  w tym samochodzie.
- Są prawdopodobnie w środku - wzruszył ramionami, gestem wskazując na budynek.
Skinęłam głową zdając sobie sprawę, że jego rozumowanie było logiczne.
- Chcesz tu zaczekać? - spytał. - Nie musisz się martwić o konieczności manewru, o swoje kule i wszystko. Mogę wziąć lody dla nas sam.
- Dobrze.
- Chcesz wiśniowe czy niebieską truskawkę?
- Wiśniowe, po proszę.
Uśmiechnęłam się.
- W porządku, zaraz będę z powrotem - powiedział - Zablokuj samochód.
Skinęłam głową i zrobiłam co mi kazano. Patrzyłam jak Adam wchodził do sklepu, ale moją uwagę znowu przykuł czarny Range Rover, usłyszałam trzask.
Rozejrzałam się, ale nie mogłam zauważyć skąd pochodził. Postanowiłam, że to na prawdę nie była moja sprawa i osiadłam się na fotelu.
Wyciągnęłam rękę i odwróciłam się w stronę odtwarzacza CD. Głos Michael'a Jackson'a wypełniał wnętrze samochodu. Zaczęłam odbijać się w rytm muzyki. Wyciągnęłam swój telefon i zaczęłam grać w gry w różnych aplikacjach. Zupełnie nie zważając na świat wokół mnie.
Usłyszałam pukanie do drzwi kierowcy. Pomyślałam, że to Adam wrócił, a on przecież był mi potrzebny do odblokowania samochodu. Tak zrobiłam, nie unosząc wzroku.
Muzyka ucichła.
Zaskoczona spojrzałam w górę, aby zobaczyć zimne oczy Setha patrzące prosto na mnie..
__________________________________________________________________________________________________________________________
O kurczę, no to się porobiło. Rozdział myślę, że wam się spodobał.
 Wybaczcie, za błędy i że nie dodałam rozdziału wczoraj. Ale, dopiero dzisiaj o piątej rano się za niego zabrałam.. Następny będzie chyba w sobotę po południu, albo wieczorem (tzn. wtedy się za niego wezmę), bo muszę zrobić ciasto na święto szkoły i replikę budki telefonicznej w Londynie, wielkości człowieka. I wiecie muszę się z tym wyrobić. A dzisiaj się o tym dowiedziałam.
Wszelkie pytania kierujcie na mojego twittera @patts_94 albo na aska : ask.fm/pattspantagram.
Miłego czytania!

poniedziałek, 20 maja 2013

Thirteen



Justin’s POV
- Proszę, proszę, proszę, Biebs – powiedział Seth drwiąco śpiewanym głosem. – Co ty tutaj robisz? Nie powinieneś teraz gdzieś być i śpiewać ‘Baby, baby, baby, oooh’ dla swoich krzyczących sześciolatek? – uśmiechnął się.
- Gdzie ona jest? – warknąłem, próbując się wydostać z rąk obu mężczyzn. – Gdzie ją zabrałeś?
- Co ty do cholery mówisz, Bieber? – zapytał powściągliwy sposób. – Gadasz jak kompletny idiota. – On i jego kumple wydali z siebie gardłowy chichot.
Seth upił łyk piwa z butelki, którą trzymał w ręku jak trofeum.
Odwrócił się i odszedł, pobiegłem za nim i odwróciłem go tak, że stał naprzeciw mnie.
- Dobrze wiesz o czym mówię! – Moja szczęka zaciskała się mocniej z każdym wypowiedzianym przeze mnie słowem. – Wiem, że ją skrzywdziłeś, jeśli ona teraz nie oddycha, ja…
Niebieskie oczy Seth zabłysły niebezpiecznie. Zdenerwował się ponownie.
- Gdybym był tobą, uważałbym na to co mówię – wybełkotał groźnie.
Był uosobieniem bezczelności, co sprawiło, że moja krew się „zagotowała”.
- Bo co? – zapytałem, nie bojąc się jego chamskiego, aroganckiego i niebezpiecznego zachowania.
- Bo skończysz jak on… - Wskazał na nieruchome ciało faceta, który zaledwie kilka minut temu zagroził mu, że pójdzie na policję. Czerwona plama na jego lewej piersi, spowodowała, że przez moje plecy przeszedł zimny dreszcz. Wiedziałem, że był zły. Ale tu i teraz moje najgorsze obawy się potwierdziły. Obok mnie stał sprośny człowiek bez serca. Okropne sceny z Caitlin która musiała to znosić, przemknęły przez mój umysł jak Hi-Def film.
Zachichotał na mój przerażony wyraz twarzy, popatrzyłem na niego.
- Po prostu powiedz mi gdzie ona jest – Chciałem aby mój zabrzmiał zimno i bez emocji, lecz zamiast tego zabrzmiało to jak cichy szept. 

- Mówiłem, że nie wiem o czym mówi… - Cały tłumiony we mnie gniew, który tłumiłem w sobie od ostatnich kilku dni, przejął nade mną kontrolę. Uderzyłem nim o ścianę.
- Nie kłam, cholera.  Wiem, że ją porwałeś i zmusiłeś, żeby została na środku pustkowia. Widziałem chatę, widziałem test ciążowy. Wiem. Nie waż się kłamać, ty sukinsynu – splunąłem na niego, przed wcześniejszym uderzeniem go w szczękę co spowodowało, że upadł.
Wciągu kilku sekund, Seth wstał, odzyskał swój rezon i uderzył mnie dwa razy mocniej. Zanim zdążyłem zdać sobie sprawę, z tego co się dzieje, rozpoczęła się walka.
Od ciosów i kopnięć, zrobiło mi się niedobrze. Poczułem mocne uderzenie z tyłu głowy. Tuż przed upadkiem na chodnik, usłyszałem dźwięk tłuczonej butelki piwa.
Poczułem mocne uderzenie po prawej stronie, a później po lewej. Szybko zorientowałem się, że kumple Setha wrócili. Jęknąłem. Adrenalina spowodowała, że byłem w pełni świadomy każdego ciosu, który otrzymałem.  Biorąc głęboki wdech, zebrałem w sobie całą siłę, żeby wstać. Starałem się bronić, ale to nie miało sensu.  Trzech na jednego było nieuczciwe w oczach wszystkich. Leżałem na ziemi w poczuciu gorzkiej porażki. Krzywiłem się przy każdym uderzeniu, które dostawałem.
W chwili rozpaczy, słowa Kayli rozniosły się echem:
„Upadłam na kolana i modliłam się bardzo mocno do Boga, pokazał mi jak to wszystko kontrolować, musiałam tylko mu zaufać i to jest to, co powinieneś teraz zrobić, Justin. Zaufać Bogu.”
- Drogi Boże – pomodliłem się – daj mi siłę.
Moje oczy wylądowały na srebrnym słupie i nagle wpadłem na pomysł.


Caitlin’s POV


Owinęłam się miękką kołdrą wokół mojego kruchego ciała i pozwoliłam sobie pogrążyć się w wygodnym łóżku.  Adam przywiózł mnie do Safe Heaven. Kierowniczką była bardzo miła pani o imieniu Nancy. Ona natychmiast wzięła mnie pod swoje skrzydła  i upewniła się, że czuję się tutaj komfortowo.
Wzięłam długą ciepłą kąpiel i przebrałam się w jedwabną piżamę, którą dała mi Nancy. Moja noga i ramie były zabandażowane. Pierwszy raz od dłuższego czasu, poczułam się bezpieczna. To było prawie zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe.
Usłyszałam pukanie do drzwi a moje serce zaczęło bić mocniej. Co jeśli to Seth? Co jeśli przyszedł po mnie?
Przełknęłam ślinę, chowając się głębiej pod kołdrę.
Pukanie rozległo się ponownie.
- Wejdź – odpowiedziałam szeptem.
Drzwi otworzyły się, a w nich pojawił się Adam.
- Wszystko w porządku? – zapytał. Widziałam jego troskę, gdy usiadł na skraju łóżka.
- Myślałam, że to Seth – przyznałam się. Łza spłynęła po mojej twarzy. – Będzie mnie szukał. Czuję to.
Adam delikatnie starł moje łzy.
- Nawet jeśli to zrobi, to nie ma teraz znaczenia. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało – odezwał się z pasją. – Seth był głupcem, że kiedykolwiek położył na tobie rękę. Każdy facet który sprawił ci zawód miłosny, był głupcem. Jesteś piękna, Caitlin i zasługujesz na najlepsze. Nie pozwól, żeby ktokolwiek sprawił, że pomyślisz inaczej.
Odwróciłam się, rumieniąc się. Adam odwrócił moją twarz tak, bym na niego spojrzała. Byłam spięta jego dotykiem. On oczywiście to zauważył, bo wyraz bólu pojawił się na jego twarzy.
- To instynkt, przepra…
- Nie, nie przepraszaj – odezwał się cicho. – To nie twoja wina.

- To po prostu… Ja po prostu… nie wiem – spojrzałam w dół na swoje dłonie.
- Potrzebujesz czasu, rozumiem – powiedział.
- Rozumiesz? – zapytałam.
Skinął głową.
- Tak – uśmiechnął się nieznacznie. – Chcesz zadzwonić do swoich rodziców? – zapytał.
- Tak, proszę – kiwnęłam głową.
Adam wyciągnął z komórkę z kieszeni i podał mi ją.
- Dam ci trochę prywatności – powiedział, szykując się do wyjścia. – Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebowała, po prostu powiedz.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się.
Wzięłam głęboki wdech, podniosłam telefon i wpisałam numer rodziców.

- Caitlin! – krzyknął Christian, kierując się w moją stronę.
- Wszystko w porządku, kochanie? – zapytała mama, łzy napłynęły jej do oczu.
- Co się stało? – spytał ojciec. - Dlaczego na znaku jest napisane ‘miejsce dla ofiar przemocy’?
Z trudem przełknęłam ślinę.
- Dobrze widzieć was wszystkich. – zmusiłam się do uśmiechu, starając się unikać ich pytań.
- Myślałam, że jesteś na wakacjach z Sethem – odezwała się mama ściągając przy tym brwi. – Gdzie on jest?
- Kłamałaś kiedy zostawiłaś tamtą wiadomość? Mówiłem wam, że ona kłamie! – krzyknął Chris, kiedy odwrócił się w stronę naszych rodziców.
- Czy ten chłopak cię skrzywdził? – szczęka mojego ojca się zacisnęła.

Z trudem przełknęłam ślinę, kiedy łzy wypełniły moje oczy. Powoli skinęłam głową. Mama wydała przerażony jęk i zarzuciła mi ręce na szyje, przytuliła mnie.
- Oh, kochanie moje – szlochała.
- Zabiję go – warknął tata, chodząc po pokoju.
- Nie, Will! - moja matka szlochała. – To nie jest rozwiązanie!
- Czego oczekujesz ode mnie, Sandi?  - zapytał. – Mam mu po prostu odpuścić, po tym jak zranił moją małą córeczkę?
- Nie. -  potrząsnęła głową. - Może uda nam się porozmawiać z tą panią z przodu. Oni mają do czynienia z tego typu rzeczami. Powinni wiedzieć. - Spojrzała na mnie ze współczuciem i oczami pełnymi łez.
Zbolały wyraz, pokrył twarz ojca.  Skinął głową.
- Masz rację. -  westchnął.
Mama uściskała mnie ciepło, a ojciec ucałował w czoło, zanim przytulili się do siebie i wyszli. To złamało moje serce, widząc tak przerażonych rodziców. Oparłam się plecami o poduszki. Ogarnęło mnie uczucia, jakby ktoś wepchnął nóż w moje serce.
Usłyszałam szelest i odwróciłam się i zobaczyłam Chrisa patrzącego przez okno. Prawie zapomniałam, że tutaj był.
Odwrócił się i spojrzał na mnie. Dostrzegłam łzy na jego policzkach
- Co on ci zrobił? – zapytał chrapliwie.
- Nie chcesz wiedzieć. – potrząsnęłam głową.
- Chcę – podkreślił. – Powiedz mi wszystko.
Wzięłam głęboki oddech, zanim opowiedziałam mu całą historię – pomijając kilka straszniejszych szczegółów, oczywiście. Był moim młodszym bratem, chciał mi pomóc, ale i tak ja byłam najstarsza. Moim zadaniem, była chronienie go.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – zapytał, jego twarz była zbolała.

 
Wzruszyłam ramionami.
- Nie jestem już dzieckiem, Caitlin – powiedział. – A ty powinnaś przestać mnie tak traktować. Rozwaliłbym mu twarz, gdybyś tylko mi powiedziała. Wtedy uniknęłabyś całej krzywdy i nie zaszłabyś z nim w ciążę. – mruknął ostatnie słowa.
- Nie wiem dlaczego ci nie powiedziałam. Ja po prostu… nie wiedziałam jak – wykrztusiłam.
- Chodź tu.
Christian trzymał mnie w ramionach, a ja się rozpłakałam.
Można by pomyśleć, że teraz, kiedy moja rodzina wiedziała, powinnam czuć się lepiej, ale zamiast tego czułam się jeszcze gorzej.
Wiedziałam, że to jeszcze nie koniec nadużyć.


~~~~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie miejcie mi za złe, ale ten rozdział tłumaczyło mi się trudno.
Może to przez chorobę, może nie. Nie jestem dokładnie pewna o
Co chodziło w ostatnim zdaniu. I przepraszam, za dziwną czcionkę, ale Blogger, dzisiaj ze mną nie współpracuje :)